niedziela, 15 października 2017

Film ze mną w roli głównej.

Piątek wieczór.
Umówiłam się z przyjaciółką na wino, u niej w domu. Razem z nami jeszcze jedna dziewczyna.

(wątek poboczny. Jesteśmy w nowo postawionym domu, wszystko jeszcze pachnie nowością. Zaczynamy być głodni. Okazuje się, że w zamrażarce są frytki, ale nie ma ich jak zrobić, bo nie potrafią z bratem obsłużyć piekarnika!!! Jestem więc z siebie dumna, bo podołam. Trochę się naklikalam, ale nic hiper skomplikowanego. Morał jest taki, że blondynka też potrafi!)

Wypiłysmy 3 wina, po winie na głowę i zachciało nam się na miasto. Po ta pierwsza przyjeżdża chłopak, więc zostałam ja i moja przyjaciółka. Wpadamy do pijalni jeszcze na szybkie shot. Dla mnie 2x cytrynowka i możemy iść dalej. Wchodzimy do klubu. Nie jakiś duży. W zasadzie, to chodzimy tam od niedawna. Zazwyczaj towarzystwo dużo starsze od nas, ale przynajmniej mało patologi. Ruszamy do baru. Zamawiamy kolejne shoty i siadamy przy stoliku. Śmiejemy się, opowiadamy, bawimy świetnie. Dobre humory zdecydowanie nam dopisuja. Podchodzi kelnerka i mówi, że ktoś dla nas zamówił shoty. Pytamy kto, ale odpowiada, że nie wie i odchodzi. Rozglądamy się i na którego mężczyznę nie spojrzałam, ten się uśmiechał. Mógł więc to być każdy. Śmiejemy się, że czujemy się jak w filmie, bo pierwszy raz mamy taką sytuację i pijemy dalej. Przyszła pora, żeby trochę potańczyć. Jesteśmy chwilę na parkiecie. I nagle (!!!) widzę faceta. Tak bardzo w moim guście, że ojaaa! Uśmiecha się do mnie. Krzyczę chyba nawet trochę zbyt głośno do przyjaciółki, że właśnie się zakochałam (no dobra, byłam pijana) . Tańczymy dalej. I o matko... Po kilku piosenkach wreszcie pyta, czy zatańczymy. Ma kumpla, który zaczyna tańczyć z kumpla.
Wychodzimy też trochę na zewnątrz i siadamy przy stoliku. Tym razem dla mnie woda z cytryna. I tak impreza dobiega końca. Słyszymy 'proszę opuścić lokal' i wychodzimy.
Malo nam! Idziemy do innego klubu- zamknięte. Pub- zamknięty. I tak o to, kupiliśmy po piwie w monopolowym i poszliśmy do parku. Rozmawialiśmy, śmialismy się. Było świetnie! Nawet tańczylismy w tym parku. Nie uwierzcie, ale dalej czułam się jak w filmie. Oddali nam nawet swoje szaliki, bo zaczynało być chłodno. I tak o 6 rano, kumpela zamówiła ubera, a mnie doprowadzili obaj pod klatkę ;)

I wiecie co? Zapomniałam oddać mu ten szalik. Na prawdę zapomniałam, nie ze specjalnie. Zorientowałam się w przedpokoju jak spojrzałam w lustro. A wiecie co jest jeszcze lepsze? Facet nie ma Facebooka, numerami telefonów też się nie wymienilismy. Wiem tylko gdzie pracuje. Blisko mnie. Więc jutro podejdę po prostu, żeby oddać mu ten szalik.

Szalik- który naprawdę bardzo ładnie pachnie... :)

A czy dalej będzie jak w filmie? Dam znać.

3 komentarze:

  1. Faktycznie, to chyba prawda, co pisałaś w poprzednim poście...

    OdpowiedzUsuń
  2. Co będzie czas pokaże

    OdpowiedzUsuń
  3. O kurczę, niezła historia. Brzmi jak początek ciekawej znajomości :))

    OdpowiedzUsuń