środa, 27 września 2017

Dobro wraca. O dobrych ludziach.

Dużo dobrego ostatnio spotyka mnie z strony innych ludzi.

Pracuje mobilnie. Wczoraj podjechałam pod miejsce, gdzie miałam pracować, wysiadłam z samochodu i stoję jak ta kwoka przy parkomacie, bo przecież tam się nic nie świeci. Młody chłopak zaraz do mnie podbiegł z słowami "już służę pomocą" . Okazało się, że nie mam drobnych, chciałam rozmienic w sklepie, ale Pani nie miała.. I tym razem taki starszy Pan, dał mi 2zl, żebym sobie zapłaciła za ten bilecik. Nie chciałam przyjąć, ale ostatecznie serdecznie mu podziękowałam.
Dziś podróżuje pociągiem. Nienawidzę tego robić. Nienawidzę komunikacji miejskiej, a niestety tylko za bilety wracają mi pieniądze. I jadę sobie tym pociągiem, sprawdza mi Pan bilet i mówi, że trzeba będzie się przesiąść! Mężczyzna obok dostrzegł moja panikę i zagadał dokąd jadę. Okazało się, że lepiej będzie jak pojadę nie co inaczej. Rozpisal mi to wszystko na karteczce i zdecydowanie jego połączenie było lepsze niż, to które ja początkowo znalazłam. Później miałam pociąg o 15 lub o 16 30 z tym, że tym późniejszym byłabym dopiero ok 19 w domu, więc bardzo mi zależało żeby się wyrobić na wcześniejszy. Dosłownie przebieralam nogami, a wszystko szło jak krew z nosa. W końcu wolna, wbiegłam i pedze na autobus. Zapytałam jeden Pani w samochodzie, którędy mam biec i była na tyle miła, że podrzuciła mnie pod sam dworzec w dodatku obwodnica, bo jak powiedziała autobusem, to bym nigdy nie zdążyła. Chciałam jej zapłacić, ale też nie chciała nic przyjąć, grożąc, że wtedy będzie musiała mnie wysadzić ;)
Na prawdę.. Niby nic.. A jednak zyskuje się wiarę w dobro ludzi. Każda z tych wymienionych osób była zupełnie inna, zupełnie w innym wieku, a jednak każda z nich zrobiła dla mnie coś zupełnie bezinteresownie. Chcę wierzyć, że to ta dobra karma do mnie wraca.
Jestem niesamowicie pozytywnie naładowana dzięki tym osobą, których pewnie już nigdy więcej nie spotkam, dlatego korzystając z w chwili dla siebie, siedząc w pociągu postanowiłam się tym z Wami podzielić.

Miłej dalszej części dnia! :)

środa, 13 września 2017

Nieszczęścia.

Rozchorowalam się z tych wszystkich nerwów.

Pierwszej nocy, gdy spałam w domu, śniło mi się, że jestem w swoim pokoju z którego nie potrafię się wydostać. Przebudzilam się, usiadłam na łóżku, miałam otwarte oczy i dalej nie wiedziałam co się dzieje i gdzie jestem, dopiero do pokoju weszła moja siostra, która obudziły moje krzyki w nocy, żeby spytać co się dzieje i zapaliła światło. Dopiero gdy, to zrobiła zorientowałam się gdzieś jestem.

Wczoraj ledwo wróciłam z pracy.. Pierwszy raz miałam tak miękkie nogi, jak z waty.. Weszłam do najbliższego sklepu i nie potrafiłam zapłacić za batona bo tak mi się trzęsly ręce.

Mam klucia w okolicach żeber i jakieś nerwobole na sercu. Nie mogę spać, ja największy śpioch, nie potrafię spać.

Nie nie przeżywam rozstania, nawet o nim nie myślę. Cieszę się, że to się skończyło. Przeżywam, to do jakiego stanu się teraz doprowadziłam. Nie potrafię jeść i trzesa mi się ręce. Przeżywam to, że nie potrafię normalnie pracować, że w przyszłym tygodniu mam dwie poprawki, że wczoraj wieczorem zmarł mi sąsiad, którego znałam od urodzenia i byliśmy jak rodzina.
Jestem spłukana po wakacjach, a wczoraj skończył mi się przegląd i ubezpieczenie w samochodzie.
Chyba wszystkie nieszczęścia na mnie spadły i mam nadzieję, że nie wypowiadam tego w zła godzinę, bo zaraz przekorny los pokaże mi, że może być jeszcze gorzej...  Na razie nie mam siły na nic. Dziś pierwszy raz chyba od 10 lat wyszłam w niewyprostowanych włosach. Nie chce mi się nawet tego zrobić. Najchętniej leżała bym w łóżku i po prostu się zmartwiała i uzalala nad sobą.

Poszłam dzisiaj do lekarza, żeby zrobić badania i czekam na wyniki..

czwartek, 7 września 2017

Piekło w raju.

Po ostatniej akcji z alkoholem M. Poszedł na spotkanie AA. I był tam raptem 3 razy. Wypowiedział nawet magiczne zdanie "jestem alkoholikiem". A później zawsze było coś ważniejszego, albo praca, albo "jestem zmęczony". Później na spotkaniu powiedzieli, że trzeba odróżnić alkoholika od pijaka, bo alkoholik pije bo musi, a pijak pije bo lubi. I w ten o to sposób M. Stwierdził, że jest pijakiem, a nie alkoholikiem. No super.
Przez 6 tygodni nie pił, albo tylko mówił, że nie pije. Ale układało się między nami na prawdę dobrze. Odliczalismy czas do naszych wakacji. I wiecie co tutaj się wydarzyło? Na tych wymarzonych wakacjach? No pewnie, że wiecie! Wpadł w kolejny ciąg alkoholowy. Dzisiaj jest półtorej tygodnia jak pije dzień w dzień. A ja przechodzę tutaj piekło. Niemal większość czasu spędziłam tutaj zupełnie sama. Sama szłam na plażę, sama jadłam i sama wracałam do domu. Przez większość dnia, gdyby nie to, że mogłam porozmawiać z rodziną czy przyjaciółmi przez telefon, to nie miałabym się nawet do kogo odezwać. A on? Robił wszystko, żeby tylko jak najbardziej zrobić mi na złość. Wzywał, wypierdalał.. Jak już nie miał zaczepki, to przywalał się do mojej rodziny. No horror. Musiałam wynająć nawet osobny pokój bo nie dało się wytrzymać. Pewnego razu przyniosłam mu pizze żeby coś zjadł, to zamiast dziękuję, usłyszałam soczyste wypierdalał.
I próbowałam po tym wszystkim, żeby było dobrze, żeby zapomnieć i spędzić ten ostatni tydzień wakacji tak jak należy. Wytrzeźwial na ten jeden dzień, a właściwie to pół dnia, bo po południu powiedział mi, że to koniec. Ze on nie chce ze mną być. I ja również nie chce być z nim, ale chciałam o tym powiedzieć dopiero w Polsce, żeby jakoś dotrwać do końca tych wakacji. Uprzedził mnie, powiedział, to pierwszy i poszedł po kolejne piwo.
Wyrobiłam sobie własny rytm dnia. Starałam się wstawać później z łóżka, szłam na plażę, siedziałam do oporu, wracałam do pokoju i szłam na leżaki przed dom z książką. Tak czy inaczej, to były najgorsze wakacje w moim życiu.

Ten post napisałam będąc jeszcze tam na miejscu. Dziś jestem juz bezpieczna w domu. Zmęczona po pierwszym dniu w pracy.

Zaczynam kolejny etap w swoim życiu.